O dyrektorze z łaski bożej 1. Zieniec, czyli w żeńskiej sypialni po zmroku. 1887 rok.

Obserwując rozkład i upadek, czy przynajmniej bezwład i niemoc, panujące w wielu nam współczesnych podmiotach działających na rzecz, albo kosztem niewidomych, trudno się oprzeć wrażeniu, że wszystko byłoby inaczej, gdyby te instytucje były lepiej zarządzane. Siłą rzeczy na myśl przychodzą wybitne postacie sprawy niewiadomych nie tylko polskich, a w zestawieniu z nimi teraźniejsi wysokiego rodu wypadają na ogół nieszczególnie…

Wydana w 1929 roku książka „Rys historyczny Instytutu Głuchoniemych i Ociemniałych w Warszawie od roku 1817 do 1917”, napisana przystępnie i ciekawie pokazuje, że historia nie musi być nudna i rzadko jest czarno-biała, bo nawet pomnikowi bohaterowie mieli swoje wady. Ale dopiero opisane tam dokonania kilku rosyjskich dyrektorów zainspirowały mnie do utworzenia serii wpisów opartych na obszernych cytatach z przywołanej publikacji.

Na początek dyrektor Zieniec – szkoda, że o nim nie słyszałem, tworząc postać Liczkasa wiecznotrwałego, bo jak zwykle rzeczywistość przerosła wyobraźnię. Wycinek na 26 tys. znaków, ale nie bardzo dałoby się skrócić bez pomijania ciekawych szczegółów.

Czytaj dalej O dyrektorze z łaski bożej 1. Zieniec, czyli w żeńskiej sypialni po zmroku. 1887 rok.