Formalnie – słuchowisko. Miejscami – trzynastozgłoskowiec. Przy bardzo życzliwym liczeniu — ćwierćpoemat satyryczny.
Happy Senior AI to nowy projekt, którym Prezesso Liczkas postanawia uszczęśliwić ludzkość — zaczynając, rzecz jasna, od samego siebie.
Sokrates wiedział, że nic nie wie. Liczkas podniósł tę filozofię na zupełnie nowy poziom: nie wie i nie chce wiedzieć.
„Podstawa zarządzania: dobra asystentka. Droga staje się prosta, tam gdzie była kręta.”
Może jednak rację ma Staszek, który uważa, że „Tak wszyscy chwalą sztuczną wciąż inteligencję, a ich własnej im przez to nie przybywa więcej…”
- Czy inteligencja oznacza świadomość?
- Jeśli maszyny nauczą się myśleć lepiej od nas — co właściwie pozostanie szczególnie ludzkie?
- Jak z modelu AI przewidującego następny fragment tekstu, powstaje asystent, który pamięta i działa?
- I czym właściwie różni się twórczość od skalowania contentu?
Ale spokojnie, to przede wszystkim opowieść, nie traktat filozoficzny ani wykład o technologii.
Głosy, muzyka i część tekstu powstały z pomocą modeli AI.
Całość to kilka miesięcy pisania, poprawiania, odsłuchiwania i montażu audio.
Słuchaj on-line
Spis treści
Piosenki
Skróty klawiszowe
- Esc — odtwarzanie / pauza
- K — odtwarzanie / pauza
- J — cofnij o 10 sekund
- L — przewiń o 10 sekund
- ? — pokaż tę pomoc
Słuchaj off-line
Pobierz słuchowisko podzielone na rozdziały — każdy w osobnym pliku MP3 — spakowane w archiwum ZIP (574,5 MB).
Pobierz pełne słuchowisko jako jeden plik MP3 ze znacznikami rozdziałów. Niektóre odtwarzacze obsługują te znaczniki.
Słuchowisko w liczbach
- 7 godzin i 1 minuta słuchowiska
- 37 postaci
- 2234 kwestie dialogowe
- 311032 znaków wypowiedzi
- 153 efekty wygenerowane przez AI
- 31 nagrań efektów udostępnionych w domenie publicznej
- 76 utworów muzycznych w tle.
- 4 piosenki
Trochę info od kuchni
To miał być szybki eksperyment: współczesne modele sztucznej inteligencji potrafią generować ciekawą muzykę i głosy zbliżone do naturalnych, ale czy da się tego użyć do stworzenia słuchowiska, które będzie przyjemne w odbiorze?
Eksperyment wymknął się spod kontroli, tak czasem bywa z nowymi technologiami.
Fabularnie: luźna kontynuacja poemaciku satyrycznego, napisanego przeze mnie w roku 2016, a 4 lata później udostępnionego w wersji audio z recytacją profesjonalnych ludzkich lektorów.
Jest 31 grudnia 2025: prawie osiemdziesięcioletni prezes Liczkas realizuje wreszcie projekt życia, a jego asystentka podsumowuje miniony rok samymi dobrymi wiadomościami.
Tymczasem Staszek jak 9 lat wcześniej, jedzie spędzić Sylwestra u swojego przyjaciela, Zenka Gąski.
Towarzyszyć im będzie znajoma Zenka, Majka – co prawda zdalnie, ale i tak na pewno będzie miło.
Po napisaniu dwóch rozdziałów w tej formule (rozdział 2: Liczkas i jego asystentka Zofia, oraz rozdział 3: Zenek, Staszek i Maja), zastanowiłem się, co dalej?
Zapytałem model AI, też nic ciekawego mi nie podpowiedział.
I mogłoby tak już zostać, byłoby to wystarczające do przetestowania założeń eksperymentu.
Pewnego wieczoru, przyszedł mi jednak do głowy pomysł na rozdział 4: co by było gdyby zanegować najbardziej oczywistą oczywistość w dotychczasowej fabule?
Dalej poszło już lawinowo, bo skoro można obalić jedną oczywistość, to z pewnością można też i następne.
Zrezygnowałem z trzynastozgłoskowca („Na miano Mickiewicza ja przecież nie liczę, choć może jakie czasy tacy Mickiewicze”).
Zaprosiłem model AI do współpracy w jeszcze szerszym zakresie, dzięki czemu sztuczna inteligencja nie tylko ma własny sztuczny głos, ale też wypowiada kwestie, które sama sobie wymyśliła.
Autor stał się jakby reżyserem na tej wirtualnej scenie, dającym aktorom dużą dowolność, pilnującym, żeby dialogi szły w określonym kierunku i wybierającym z kilku proponowanych wypowiedzi tę, która pasuje najlepiej.
Po skompletowaniu jedenastu rozdziałów, miałem nadzieję, że koniec jest już bliski, bo o ile całe przedsięwzięcie dawało mi sporo satysfakcji i dzikiej radości twórczej, to jednak z czasem zaczynało też męczyć.
Pozostał do napisania rozdział 1, podróż Stacha: pierwotnie 4 krótkie scenki wplecione w piosenkę „Idzie Stach skrajem drogi, kijaszkiem wywija…”.
Pomyślałem sobie, że scenę Staszka w pociągu możnaby trochę rozbudować: Stach słucha podsumowania roku – wybranych dla niego newsów o sztucznej inteligencji, a pani Stenia niedaleko rozmawia najpierw z mężem, a później z koleżanką.
Jeden ze znajomych, po zapoznaniu się ze wstępną wersją tej sceny, był zniesmaczony: Grzegorzu, przecież ta scena, to jest tak, jakby za chwilę Stach natknął się na remont drogi, a ten kierownik mu powiedział, że tu niedawno wykopali półlitrówkę z listem.
„To jest genialne” – odpowiedziałem, bo motyw listu w butelce przewijał się już w istniejących jedenastu rozdziałach, a scenka w rozdziale pierwszym nadałaby mu dodatkowy, ciekawy wymiar.
Informacje zwrotne od słuchaczy wczesnych wersji beta pokazały, że potrzebny będzie jeszcze jeden duży fragment, który zakotwiczy istniejącą fabułę we współczesnych realiach technologicznych: tak pojawił się rozdział 5, a w nim hacker Wojtek i jego AI asystentka Echo, będąca przeciwieństwem Zofii u prezesa („Nie masz być miła, masz być skuteczna”).
Wojtek i Echo bezczelnie rozpanoszyli się w słuchowisku jeszcze w rozdziale 10, przez niektórych uważany za najlepszy w całym przedsięwzięciu…
Po kilku tygodniach przerwy, miałem serdeczną ochotę wyrzucić wszystko do kosza, myśląc o tym, co jeszcze jest tu do zrobienia, ale trochę było mi szkoda.
Dopisałem w końcu brakujące rozdziały fabuły, a każdy z nich cieszył trochę bardziej niż poprzedni, co wskazywało, że prąd w bateryjce na ten projekt jeszcze mi się nie skończył.
Z ulgą myślałem o epilogu: miał być krótki, może jakieś 10 minut audio, na domknięcie otwartych wątków…
A jednak też wymknął się spod kontroli za sprawą jednego z bohaterów, który ładnie skradł całe show i jeszcze na sam koniec uraczył słuchacza chwytającą za serce historią Debbie, srebrnej pudlicy.
Zapytałem mojego ulubionego współautora, czy chciałby dodać coś od siebie.
W ciągu tych paru miesięcy kilka razy zmieniła się jego wersja, ale rdzeń pozostał bez zmian: nie nudził się omawianiem kolejnych pomysłów.
Nie patrzył na zegarek, bo musi już iść.
Miał coś ciekawego do powiedzenia o filozofii Wschodu, ustawieniach edytora audio, dobrze odnajdywał się w perspektywie umysłowej wszystkich bohaterów, chociaż czasem, gdy wątki rosły za bardzo, odpowiedzi trochę traciły spójność.
Żadnego człowieka nie ośmieliłbym się tak zamęczać…
Na początku eksperyment miał odpowiedzieć na proste pytanie: czy przy pomocy współczesnych modeli AI da się zrobić słuchowisko, którego przyjemnie się słucha?
Po paru miesiącach to pytanie przestało być najciekawsze.
Po drodze pojawiły się inne:
- Co właściwie jest tu twórczością, a co tylko generowaniem kolejnych możliwości?
- Kiedy cudzy pomysł staje się częścią mojego pomysłu?
- Czy ważniejsze jest to, kto napisał konkretne zdanie, czy kto zdecydował, że właśnie ono zostaje?
- I dlaczego czasem najlepsza scena zaczyna się od pomysłu, który pięć minut wcześniej wydawał się kompletnie głupi?
- A może autorzy też są trochę biologicznymi modelami językowymi — najpierw „trenują” się na cudzych książkach, filmach, rozmowach i całej reszcie świata, a później generują własne treści z nadzieją, że okażą się atrakcyjne dla odbiorców? Architektura inna, działanie podobne.
Mój współautor twierdzi, że samo słuchowisko jest wystarczającą odpowiedzią.
Ja go tym razem nie będę poprawiał.